Niezwykła szpitalna „kolekcja”
Co nam w gardle staje
Niezwykła szpitalna „kolekcja”
Co nam w gardle staje
Zakrztuszenie zdarzyło się chyba każdemu z nas. I to niejednokrotnie. Bardzo często spowodowane jest np. kawałkami jedzenia spożywanego w pośpiechu. Ale to nie jedyne tzw. ciało obce odpowiadające za zakrztuszenie.
foto: archiwum Szpitala Wojewódzkiego w Szczecinie.
W Wojewódzkim Szpitalu w Szczecinie od prawie 25 lat powstaje „kolekcja” przedmiotów, które lekarze usunęli z dróg oddechowych pacjentów.
Kilkanaście dni temu Polską wstrząsnął przypadek pewnego amerykańskiego biznesmena, który chciał nad Wisłą zainwestować w firmę z branży sportowej. Wcześniej postanowił skorzystać z oferty jednej z restauracji w Krakowie. Szczegóły nie są znane, wiadomo jednak, że w trakcie posiłku zakrztusił się kawałkiem… pieroga. Po kilku dniach zmarł w szpitalu. Lekarze zdecydowali o odłączeniu go od respiratora, bo w wyniku niedotlenienia w jego mózgu zaszły nieodwracalne zmiany. To tragiczny przykład zakrztuszenia.
Najpopularniejsze ciała obce
Najczęściej spowodowane jest ono nieuwagą, pośpiechem a czasem przypadkiem. Pulmonolodzy i personel pracowni badań endoskopowych układu oddechowego Szpitala Wojewódzkiego w Szczecinie od prawie 25 lat gromadzą ciała obce wyciągnięte z oskrzeli pacjentów.
Nie katalogujemy zbyt skrupulatnie naszej skromnej kolekcji, ale na pierwszy rzut oka mamy około 70, może trochę więcej buteleczek i pojemniczków z różnymi przedmiotami wydobytymi z dróg oddechowych naszych pacjentów - wyjaśnia dr Iwona Witkiewicz – konsultant wojewódzka w dziedzinie chorób płuc, lekarz naczelny SPWSZ w Zdunowie, lekarka kierująca oddziałem gruźlicy i chorób płuc Szpitala Wojewódzkiego w Szczecinie.
Wśród przedmiotów jakie były wyjmowane z oskrzeli przez szczecińskich lekarzy znajdowały się m.in. zielony groszek, pestki, ziele angielskie, fragmenty pieczywa, kawałki warzyw, niewielkie kostki kurczaka oraz zęby. Ale najczęściej powtarzającym się przedmiotem są… zakrętki z kropel do nosa.
Trafiają do dróg oddechowych wtedy, gdy zapomnimy zakręcić buteleczkę z kroplami, włożymy końcówkę z nakrętką w nozdrze, mocno ściśniemy buteleczkę, na dodatek wciągając przy tym powietrze. To prosta droga, by niedokręcona zakrętka jak strzała trafiła przez nos i tchawice prosto w oskrzela. Takich nakrętek mamy chyba już kilkanaście. Na pewno groźne są ostre, haczące przedmioty, które mogą ranić błonę śluzową i które czasem wymagają usunięcia na bloku operacyjnym a nie w pracowni bronchoskopii. Niebezpieczne są też przedmioty większe, które zatrzymają się jeszcze nad oskrzelami, czasem blokując całkowicie przepływ powietrza. Taki przypadek to już nie zakrztuszenie, ale zadławienie, które może skończyć się śmiercią – tłumaczy dr Iwona Witkiewicz.
Dodaje, że płeć w przypadkach zakrztuszenia nie ma znaczenia.
Choć rzeczywiście zapewne statystycznie częściej w oskrzelach mężczyzn znajdziemy gwoździk, ale już kolczyk będzie domeną kobiet. Mówiąc jednak zupełnie serio, przypadki, o których mówimy nie są zbyt częste, choć faktycznie się zdarzają. Naszą tzw. kolekcję pokazujemy i opisujemy nie po to, by się nią pochwalić, ale by przestrzec potencjalnych pacjentów przed niebezpiecznymi zachowaniami. A takim jest np. trzymanie gwoździków w zębach, gdy ręce mamy zajęte przybijaniem jednego z nich. Wtedy wystarczy, by ktoś do nas podszedł, przestraszył lub by złapał nas napadowy kaszel. To może zdarzyć się każdemu, więc warto być mądrym przed szkodą. I właśnie po to ta kolekcja – zapewnia dr Iwona Witkiewicz.
Szpitalna „kolekcja” nie jest prezentowana publicznie. Pokazujemy ją studentom, czy niektórym pacjentom pracowni w celach, powiedzmy, profilaktycznych. W mediach mówimy o niej dopiero teraz, właśnie ku przestrodze. Nie mamy jednak w planach żadnej stałej ekspozycji – dodaje dr Iwona Witkiewicz.
Pierwsza pomoc
W przypadku zakrztuszenia pomóc może intensywny kaszel, który jest naturalną reakcją organizmu na znajdujące się w drogach oddechowych ciało obce. Łatwiej jest też je wykrztusić, kiedy ręce są podniesione do góry – prostują drogi oddechowe. Pomóc mogą także klepnięcia między łopatkami, otwartą ręką, jak przy oklepywaniu w czasie infekcji. Małe dzieci, gdy mamy pewność, że nie zrobimy im krzywdy, można obrócić głową w dół. Przy zadławieniu – całkowitym zamknięciu dróg oddechowych, gdy pacjent nie może oddychać, nie wydaje dźwięków, sinieje, pomocy jest tzw. chwyt Heimlicha polegający na uciskaniu nadbrzusza. Jak w praktyce wygląda jego zastosowanie można zapoznać się z filmami instruktażowymi w Internecie.




